Zakumplowałam się z Haliną w knajpie.
Przy herbacie
.
.
.
nie siedziałyśmy.
Prawie rówieśniczki. Różniła nas skrajnie sytuacja osobista: ona – matka dzieciom, żona mężowi, z rachunkami do opłacenia, obiadami do ugotowania; ja – przeżywająca kolejne randki, wystawiająca na pożarcie jury konkursowemu kolejnych „kolegów” (sorry boys), mieszkająca w maminym domu singielka, której głównym zmartwieniem była wtedy decyzja czy kupić szpilki, czy raczej botki. #teambotki
Miałyśmy jednak podobne „bagaże podręczne” – doświadczenia, które niosłyśmy, kurczowo trzymając rączki tych walizek, jak byśmy bały się, że zostawiając gdzieś ten zbędny ciężar, oderwiemy kawałek siebie i nie będziemy już kompletne i całe.
Sarkazm Haliny i jej czarny humor w połączeniu z umiejętnością wyłapywania ludzkich przywar i zabawnych sytuacji, stanowiły potężną broń i zbroję nie do przebicia. Kontrastowały z dziecinną wręcz wrażliwością, którą skrywała przede mną mniej lub bardziej skutecznie.
Czasem, gdy życiowy rollercoaster za bardzo bujał moim wagonikiem, lądowałam w maciupkiej kuchni Haliny, gdzie przy kubku owocowej herbaty, w gęstym papierosowym dymie, rytmiczne stukanie kuchennego noża o drewnianą deskę do krojenia, przywracało mi właściwą perspektywę.
Czasem Halina dzwoniła i używając telefonu jak zaworu bezpieczeństwa, zmniejszała ciśnienie, z właściwą sobie elokwencją wyrzygując bolączki.
Nasze życiowe wybory obracały nami jak kukiełkami.
Ja zmieniłam faceta, Halina mieszkanie na większe. U mnie rządzą teraz psy, u niej koty. Ja odłożyłam moją walizkę, Halina ciągnie swoją nadal…
Rozeszły się trochę szwy tej dwudziestoletniej katany ale podszewka nadal mocna, trzyma wszystko.
Widziałyśmy się wczoraj. Znowu mogłam wypić herbatę w jej kuchni. I chociaż stół dużo większy, widok za oknem zupełnie inny a naprzeciwko mnie siedziała blondynka, a nie brunetka jak kiedyś, to nadal widziałam tę samą dziewczynę.
Dostałam od Haliny zaległy prezent urodzinowy – grafiki wykonane jej ręką, garść uwag o życiu, kilka łezek i pewność, że nie pomylił się los splatając nasze ścieżki.
Halina nie jest pewna siebie. Ja jestem pewna Haliny.







