Sylwestrowe przedpołudnie. Psy pobudzone hałasem dobiegającym z podwórka czy drogi zaczęły szczekać.
To pewnie ojciec zajechał na kawę. Odruchowo nadstawiłam ucha czekając na kroki na tarasie.
A nie, przecież już nie…
Przyzwyczaił mnie do tego, że bez uprzedzenia zajeżdżał, wypijał kawę z mlekiem i jechał dalej. Pola w ramach programu zdrowego żywienia w szkole dostawała kartoniki zawierające ćwiartkę litra mleka. Nikt tego u nas nie pił ale z myślą o upodobaniach jej dziadka kazałam przynosić je do domu. Czekały zawsze w lodówce. Już nie czekają.
Nie tylko mnie tamten rok przyniósł trudne doświadczenia. Wielu moim znajomym również: umarli rodzice, rodzeństwo, nie urodziły się dzieci, które miały się urodzić, rozpadły się związki, które miały trwać na zawsze. Ktoś stracił pracę, kolejny pieniądze, a jeszcze inny wiarę. Komuś diagnoza wywróciła świat, innemu złe ludzkie języki namieszały w życiu jak pociemniała łyżeczka w szklance z Arcoroca.
Nie ma na to sposobu. Nie ma przed tym obrony. Bierze się to, co jest, obraca jakiś czas w głowie i w sercu, składa niczym dobrze wymaglowaną pościel w równiutki prostokąt i lokuje na odpowiedniej półce.
Ktoś preferuje upychanie do szuflady wymiętolonych, niczym psu z gardła wyciągniętych szpargałów? To też jest ok.
Dzisiaj już nie jest wczoraj. Dzisiaj jest nowe otwarcie i nowe rozdanie. Tylko talia ta sama – podniszczona od wielokrotnego tasowania, farba zmatowiała, narożniki naderwane sprawiają wrażenie znaczonych. Ale może chociaż jakieś sztuczki już potrafię? Nadzieję na to mam umiarkowaną.
Wstałam w tym właśnie nastroju – niepozbawiona ufności w to, co mi ’25 przyniesie ale bez hurraoptymizmu i fajerwerków.
Wieje bardzo, po dachu tłucze, jedynie blade noworoczne słońce daje nadzieję pomyślności na te kolejne 365 dni.
Z tymi promieniami tańczącymi na mojej twarzy łatwiej przychodzi mi życzyć i sobie i innym czegoś dobrego.
Kolejne siwe włosy, zmarszczki czy dodatkowe kilogramy i tak dostaniemy. Bez proszenia.
To niech ’25 da nam poczucie spełnienia w dziedzinach, na których nam zależy, umiejętność takiego spojrzenia na nasze życia, żeby zawsze wychodził nam dodatni bilans radości i smutków (brzmi jak jakaś kreatywna księgowość), siłę w rękach, aby wyciągać je w kierunku pojawiających się wkoło nas możliwości i odwagę do bycia takimi, jakimi widzimy siebie samych w najbardziej skrywanych marzeniach.







