Sto lat, sto lat

Jeden wiek, sto lat – pojęcie używane przez historyków, nieco abstrakcyjne, bardzo pojemne, mieszczące w sobie tak wiele wydarzeń.

Korzeniów, 16 lipca 1925 roku, czwartek.

Środek lata. Rozgrzany słońcem piach wiejskiej drogi, parzy stopy goniących gęsi kilkuletnich chłopców. Obficie obsypane kwieciem łodygi bordowych malw opierają się o płot z równo przyciętych sztachet.

Drewniana chałupa. 27-letnia Rozalia z ulgą opada na poduchę. Zmęczona ale zadowolona, że najgorsze już za nią, przytrzymuje przy piersi zawiniętego w lnianą płachtę noworodka. Szkoda, że nie chłopak ale dobrze, że zdrowe. Byle teraz szybko dojść do siebie. Żniwa przecież.

Dziewczynka, która przywitała się ze światem mocnym krzykiem, leży po chwili spokojnie i oswaja się z zapachami i dźwiękami domu. Nie wie ile szykuje jej los. Na razie dostała imię – Janina – „Bóg jest łaskawy”.

Może wcale nie tak to wyglądało? Może moja prababka po wielogodzinnym porodzie nie miała pokarmu i zamiast tego dziecko dostało do possania nasączony wodą z cukrem róg szmatki? A może mój pradziadek zniecierpliwiony niedyspozycją żony przywitał kolejną córkę strzykając z pomiędzy zębów śliną i lekceważąco machając ręką? A może urodziła się innego dnia, tylko zapisana została pod tą datą?

Kto wie?

Korzeniów, 16 lipca 2025 roku, środa.

36 525 dni, podczas których gdzieś na świecie wynaleziono penicylinę, telewizory i telefonię komórkową, automatyczne pralki i przeszczepy serca.

842 miliony wdechów.

Ponad 30 premierów i ponad 25 prezydentów Polski.

Dzieci, wnuki, prawnuki i praprawnuki.

II Wojna Światowa, Stalin, Solidarność, Unia, Covid.

Sto lat.

Symboliczna granica, za którą słowa śpiewanych życzeń nie lepią się już tak dobrze.

Dzień jak co dzień ale jednak trochę inny, bardziej wyjątkowy.

Ile Ci Bóg da, tyle żyj, Babciu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *