Mech się do gontu przytulił. Wilgoć z powietrza osiadła na pociemniałych deszczułkach elewacji.
Szeroko otwarte drzwi, jak bezzębna paszcza pierwotnego stworzenia, wpuszczają do swego brzucha kolejnych przybyłych. Można powiedzieć wiernych, bo z przywiązaniem trwają przy tradycji i obyczajach, chociaż wielu z nich wierzyć przestało dawno temu.
W tym niewielkim, prawie przytulnym Domu Bożym, przed czarnolicą Madonną bez czułości obejmującą Synka, na kolanach żebrzą o cud zapłodnienia wewnątrzustrojowego, o jak najdłuższe, choćby i pełne cierpienia życie współmałżonka, bo bez jego emerytury końca z końcem za nic nie zwiążą, o sprawiedliwość, to jest o nieszczęście jakieś dla sąsiada, co to mu się lepiej od nich powodzi. On na pewno uczciwie się nie dorabia. Wyrok wydany. Ludzki, na szczęście dla nieświadomego niczego nieszczęśnika.
Nie patrzą w oczy księdza, on w ich oczy też nie patrzy.
Wyraźnych drogowskazów nie potrzebują. Jadą przez życie gapiąc się w ekran gpsa, który zaprogramowany ludzkimi rękami jest w stanie dostosować trasę do ich wymagań.
Proboszcz – dużo człowieka w człowieku, zmęczony całotygodniowym słuchaniem o przyziemnych sprawach, o których jako wieczny kawaler nie ma i nie chce mieć pojęcia, wymyka się myślami do innego miejsca i innego czasu. Kim i z kim tam jest? Ciężaru tej tajemnicy nawet konfesjonał nie udźwignie.
Ojcze nasz, któryś jest w niebie…
Tu, na ziemi, ciężko Cię dostrzec.
… bądź wola Twoja…
Jeśli tylko zgodna z moją.
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…
O kiełbasie też możesz pamiętać Panie.
… ale nas zbaw ode złego.
Fryzury spod tej samej fryzjerskiej ręki pochylają się i podnoszą synchronicznie. Za chwilę ustawią się w nierównych rzędach i szurając nogami po wylniałym dywanie, ruszą ku zbawczemu posiłkowi.
A potem już tylko błogosławieństwo i w poczuciu przyjaźni z Najwyższym można iść opowiedzieć w domu w co ubrana była ruda z naprzeciwka.
AI generated image








😌…..amen