Wesołych Świąt v. 2025

"...A potem patrzyłam na niego długie sekundy. Nie mogłam zrozumieć sensu. Jakby połączenia neuronalne w moim mózgu nagle zerwały kontakty pomiędzy ośrodkiem Broki a Wernickiego. Składałam literki w słowa, słowa w zdanie ale pod czaszką brzmiało to jak po węgiersku "A hét melyik napja van ma?"..."

Mikołaj zostawił mi pod choinką prezent. Ciężkie pudełko opakowane we wzorzysty papier.

Rozwijałam kolejne warstwy, zdejmowałam bąbelkową folię i zabezpieczający styropian.

Najpierw pomyślałam, że to urządzenie kuchenne. Co też Pan Grzechnik wymyślił? Mamy przecież wszystko, co potrzebne, nawet to ustrojstwo z końcówką „mix” w nazwie i wiatropiec, z powodzeniem zastępujący nam grilla, toster i piekarnik. /Btw polecam 😉/


Zobaczyłam uchwyt walizkowy. Przeszło mi przez głowę, że to zestaw srebrnych sztućców. Moja ojczysta babcia wyposażyła mnie na dorosłe życie w zestaw emaliowanych garnków, ściereczki i ręczniki a nawet komplet wełnianych narzut, więc niewykluczone, że i Pan Grzechnik coś odziedziczył po swoich przodkach i teraz zechciał powiększyć nasz skromny majątek o rodowe precjoza.


Dopiero kształt walizy rozwiał moje wątpliwości.

Czy dla fana składania literek może być coś cudowniejszego od starej, ciężkiej ale ciągle działającej maszyny do pisania?

Marzyłam o takiej! Odkładałam zakup znajdując inne, bardziej pilne wydatki ale obiecywałam sobie samej, że w końcu ją zdobędę.

Łzy zakręciły mi się w oczach.
Jarałam się bardziej niż PRL-owski dzieciak celofanową paczką z mandarynkami, gumami Donald i elektroniczną grą „Jajeczka”.

Z pomocą Pana Grzechnika otworzyłam wieko. W maszynę wkręcona była już kartka z krzywym napisem „Wesołych świąt”. Usiadłam i przytuliłam opuszki palców do okrągłych klawiszy. Nadgarstki równo. Pozycja podstawowa – lewy wskazujący na F, prawy wskazujący na J, kciuki na spacji.

W przeszłości uczyłam się zarówno gry na pianinie, jak i pisania bezwzrokowego i położenie dłoni na klawiaturze zawsze wywołuje u mnie miły dreszcz. Każdy ma jakieś swoje fetysze. 😉

Zaczęłam pisać. Stukanie młoteczków, zgrzytnięcie dźwigienki międzywierszowej. Dla innych ostre dźwięki, dla mnie miła melodia.
Mariusz ENTER


Pola ENTER
Kinga ENTER

Tuż powyżej linii taśmy pojawiła się górna część jakiegoś napisu.
Przekręciłam wałek, żeby zobaczyć co kryje się niżej.
Z trudem odczytałam tekst.
A potem patrzyłam na niego długie sekundy. Nie mogłam zrozumieć sensu. Jakby połączenia neuronalne w moim mózgu nagle zerwały kontakty pomiędzy ośrodkiem Broki a Wernickiego. Składałam literki w słowa, słowa w zdanie ale pod czaszką brzmiało to jak po węgiersku „A hét melyik napja van ma?”

Szukając rozumu popatrzyłam na Pana Grzechnika, który w tym czasie zaczął uskuteczniać jakąś dziwną gimnastykę. Boże drogi, co mu się dzieje? – pomyślałam w rosnącej panice. – Znowu korzonki, czy nogi mu odmówiły posłuszeństwa? Niedowład? Jezuniu, on ma chyba udar! Upada tu obok mnie? Mam go łapać czy co?

Otworzyłam usta ale nie zdążyło się z nich nic sensownego wydostać. Przede mną, na wyciągniętej dłoni Pana Grzechnika, w niepozornym biżuteryjnym pudełku leżał pierścionek, przy każdym drobnym ruchu mnożący odbicia światełek, którymi mamy ozdobione wnętrze domu.

Zrozumiałam.

Wyjęłam go ostrożnie i założyłam na serdeczny palec. Pasował idealnie.

Nadmiar wrażeń odciął mi zupełnie funkcję logicznego artykułowania myśli, więc wydukałam tylko w kierunku Pana Grzechnika, że jest niesamowity i skąd wiedział jaki rozmiar. Czy też inne podobnie banalne rzeczy. Nie pamiętam za dobrze, wzruszyłam się.

Pan Grzechnik okazał się być nieco bardziej zimnokrwisty i aby mieć jednak pewność co do obecnego stanu rzeczy, przytomnie zauważył: – Nie odpowiedziałaś.

Cóż mi pozostało?
Wcisnęłam zamek (dla niewtajemniczonych taki maszynowy CAPS LOCK) i napisałam mu odpowiedź.

Tak, że ten… Polizane – zaklepane.
Wesołych Świąt!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *