Poranek

Jadę rano samochodem.

Staram się skupiać na drodze i reagować właściwie na zmieniającą się stale sytuację.

Mózg mam jak zalany glutem o wysokiej rezystancji, który spowalnia przepływ impulsów elektrycznych. Nie oznacza to jednak, że nie śmigają mi pod kopułką różne myśli. O ludu, jakie to czasem trudne.

Zaczęło się od uwagi Poli na temat zawartości kanapki.

– Znowu ze świnką, mamo! A ja tyle razy mówiłam tacie, że nie chcę jeść mięsa!

„Ciesz się, że ci robi kanapki rano. Ja bym ci robiła wieczorem i leżałyby całą noc w lodówce. Byłyby zimne i sztywne jak nieboszczyk ze stężeniem pośmiertnym. Chrum, chrum.”  – pomyślałam ale na głos powiedziałam: – Trzeba tacie dać właściwe produkty, czyli coś bez mięsa, to zrobi ci jakie będziesz chciała.

– To kup pastę jajeczną.

– Po co kupować coś, co jest z masą konserwantów i innych szkodzących składników, skoro można ugotować jajko i zrobić?

– To zrób.

„Zrób, zrób. No zrobię. Tylko kiedy? Jestem ciągle taka zmęczona. Nawet rano, po obudzeniu już jestem zmęczona. Tak ciężko mi się zwlec z łóżka codziennie. „Wstań! Powiedz nie jestem sam!”. Wróć sępie miłości. To nie wstawanie, to zmartwychwstawanie. Jezus zmartwychwstał. Ciekawe czy Jezus przy zmartwychwstawaniu czuł coś fizycznie. Czy go też tak napierdalało w barku? Chyba nie, bo przecież przekroczył granicę śmiertelności. A zatem i fizycznych ograniczeń. Zmartwychwstanie. Rezurekcja. Od łacińskiego resurrectio. Czy resurrectio ma wspólny trzon z erectio? Hmm, wzwód? I tu i tu się coś podnosi. A, wyprostowane coś. Homo erectus – człowiek wyprostowany. No tak.”

W tym momencie na ograniczeniu do 50 wyprzedza mnie jadące dużo szybciej Audi.

„Co za debil? Nie mów tak. To też człowiek. Homo sapiens. Bo sapie. Sapie – to znaczy, że zmęczony. Całkiem jak ja. A czym on taki zmęczony? Biegnie za tą kierownicą? Jak jaskiniowcy. Flinstonowie.” Zaczynam nucić sobie „Meet the Flinstons” razem z jaba daba duuu. Przechodzę płynnie do Łaj dibu dibu dibu daj*…

„Czemu ci ludzie tak się śpieszą ciągle? Pędzą. Gdzie? Przecież i tak dojadą. A jak nie dojadą to świat i tak będzie dalej pędził. Jak wielka karuzela. Taka łańcuchowa. O, to świetny przykład działania sił fizycznych. Jakie tam działają siły? Odśrodkowa? Hmm, bezwładności inaczej? To pewnie Newtonowskie. Nie pamiętam jak wyglądał Newton. Einstein wiem jak wyglądał. E=mc². Żyd. To nie uznawał Jezusa. I na pewno targował się z Panem Bogiem. Pewnie był obrzezany. Czy to znaczy okaleczony? Czy dla celów religijnych można komuś nogę obciąć? Ale miał fajne włosy. Takie jak ja dzisiaj. Dzisiaj jestem jak Einstein. Było wysuszyć dobrze wieczorem. Na szczotce najlepiej. Ale elektryzuję się wtedy jeszcze bardziej niż zwykle.  Elektryczność statyczna. Niezrównoważone ładunki elektryczne. Niezrównoważone to inaczej labilne i chwiejne? Zaburzone jakieś.

A temu co, jednego pasa za mało? Jak jedziesz baranku? Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata…”

– Mamoo, o czym myślisz?

– Ja? Mmm, yyy, o niczym córciu. O niczym.

 

*z serialu Rodzinka.pl

 

/Ilustracja wygenerowana przez AI, przedstawia kolaż z rozrzuconych fotografii i obrazków, na których są m.in.: Albert Einstein, samochód Audi A4, nuty, pies, kanapka, jabłko, instrumenty muzyczne, zegarek kieszonkowy, małpa człekoksztaltna.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *