Na mieliźnie

... utknęła w tym miejscu, na mieliźnie i nie mogła ani z powrotem wpłynąć do portu ani wypłynąć na szerokie wody rajskiego oceanu

Przestronny pokój w murowanym wiejskim domu z lat 60-tych. Reprezentacyjny. Dawniej nie używany na co dzień. Na podłodze schodzony dywan, na pomalowanych na seledynowo ścianach wyblakłe obrazki ze Świętą Panienką i Jezusem. Solidny, drewniany okrągły stół i cztery ciężkie tapicerowane krzesła. Sofa amerykanka przykryta wzorzystą kapą. Trzydrzwiowa szafa na wysoki połysk. Niska toaletka z 3 lustrami przysłoniętymi obrusem. Bezruch.

Antropoidalna postać leżąca na wznak na łóżku rehabilitacyjnym, nakryta równiutko ułożoną kołdrą w blady łososiowy wzór. Osoba. Nieruchomy zbiór kości, narządów i resztek tkanki mięśniowej. Człowiek. Skóra na przedramionach pomarszczona jak zużyty papier do pieczenia. Bladożółta twarz z wygładzonymi zmarszczkami. Uchylone powieki odsłaniające zmatowiałe tęczówki. Niewielkie uniesienia klatki piersiowej. Jest.

Całkowicie zależna. Jak nagusieńki nowy człowiek, który dopiero opuścił matczyne łono. Bezbronna.

Patrzę na to jak na scenkę zatrzymaną w dioramie albo kadr uchwycony na fotograficznej kliszy.

Wiem, że gęsta, szara demencyjna mgła zasłoniła jej żywych, zostawiając jedynie wątłe wspomnienie o tych, których już pożegnała: rodziców, rodzeństwo, szwagrostwo, męża, syna. Oszczędziła też jej emocje i trochę uczuć. Samotność. Strach.

Tkwi tak pazurami zakotwiczona o krawędź życia. Jakby utknęła w tym miejscu, na mieliźnie i nie mogła ani z powrotem wpłynąć do portu ani wypłynąć na szerokie wody rajskiego oceanu.

Prawie sto lat ubijania piętami piaszczystych dróżek to wystarczający czas, żeby się nażyć. A może wcale nie? Może apetyt na więcej nie przechodzi nigdy? Nawet wtedy, gdy bycie oznacza już tylko codzienne turlanie siłą cudzych mięśni z jednego boku na drugi i z powrotem? Nawet wtedy, gdy przestaje mieć znaczenie pora dnia i nocy? Nawet wtedy, gdy nie tworzą się już żadne nowe wspomnienia?

Nawet wtedy, gdy zestarzeje się już nawet starość.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *