Błękitna spódnica

... nawet Pan Żul przygląda mi się z zaciekawieniem, po czym raczy pozbawionym dwóch czy trzech siekaczy serdecznym uśmiechem.

Niby wiosna przyszła a tak mało kolorów na ulicy. Czarne kurtki założone do grafitowych spodni lub ciemnobrązowych spódnic. I to szare, ociężale się ruszające niebo, sprawiające wrażenie, jakby mu się już nic nie chciało. Nawet płakać deszczem…

Moja długa błękitna tiulowa spódnica tańczy na wietrze taniec obfitości. Przefruwam nad brunatnymi kałużami jak letnia chmurka gnana pragnieniem spotkania ze słońcem.

Kontrast pomiędzy tłem stanowionym przez mury starych, odrapanych kamienic lubelskiego Śródmieścia a jasną plamą mojego stroju musi być ogromny, bo nawet Pan Żul przygląda mi się z zaciekawieniem, po czym raczy pozbawionym dwóch czy trzech siekaczy serdecznym uśmiechem.

Odpowiadam mu niewielkim uniesieniem kącików ust.

Oglądam dyskretnie w witrynie spożywczaka swoje odbicie. Podoba mi się to, co widzę.

Mój cel nie jest daleko. Szybko przemierzam korytarze. Byłam tu już. W lewo, w prawo, w prawo, 3 piętra po schodach w górę, znowu w prawo. Będę tu pewnie z 5-6 kwadransów – oceniam szybko liczebność innych czekaczy. Znajduję wolne siedzisko i próbuję nie nawiązywać z nikim kontaktu wzrokowego.

Nie, nie jestem gburowata. Nauczyłam się już jednak chronić przed nie zawsze łatwymi historiami, jakie wylewają się z ludzi.

Już kiedyś to ustalaliśmy: mam na czole wielki migający neon „mów do mnie”.

Czuję, że ktoś mi się przygląda. Nie wytrzymuję i podnoszę twarz znad telefonu. Pani w wieku zbliżonym do mojej rodzicielki. W myślach wzdycham i unoszę wzrok prosząc o litość.

Nieśmiały uśmiech błąka się po jej twarzy.

– Proszę się nie gniewać. Ja może nie powinnam. Ale nie mogę się napatrzeć. Wygląda Pani tak…

– Wiosennie? – pytająco kończę jej zdanie.

– Tak, dokładnie tak! – uradowana kiwa głową. – Ale nie zimno Pani? Dzisiaj taka pogoda…

– Moja Droga, to taka sztuczka. – mówię pochylając się do niej niczym spiskowiec chroniący tajemnicę przed uszami postronnych świadków – Zapraszam w ten sposób słońce.

Kobieta śmieje się rozbawiona.

Poważnym tonem osoby przekonanej o swojej racji dodaję:

– Proszę się nie śmiać. Zobaczy Pani, że zaraz wyjdzie zza tych chmur. – pokazuję palcem na sufit pozbawionego okien korytarza.

Chyba traktuje to jako dobry żart. Śmieje się jeszcze bardziej.

Moje wybawienie przychodzi w osobie blondwłosego anioła płci żeńskiej ubranego w niebieski uniform, wywołującego mnie poza kolejnością. Uff…

Załatwiam szybko swoje sprawy. Jeszcze tylko kolejka do jednego okienka, wizyta w śmierdzącej odkażającym płynem łazience i już pędzę do wyjścia. Wąski korytarz tarasuje wolno poruszająca się postać. Rozpoznaję w niej kobietę z góry. Przytrzymuję jej ciężkie drewniane drzwi. Robi dwa kroki na zewnątrz i zatrzymuje się nagle. Patrzy na mnie a ja nie wiem czy to niedowierzanie czy strach maluje jej pomarszczoną twarz w żywsze kolory.

Uśmiecham się już teraz szeroko.

– No przecież mówiłam. – rzucam, wzruszając ramionami – Dobrego dnia. – dodaję i lekkim krokiem ruszam zalaną… słońcem ulicą. Długa błękitna tiulowa spódnica płynie, tańcząc lekko w rytm moich kroków.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *