Studnia

Dom czekał.
Gdyby miał w sobie ludzki pierwiastek tęskniłby, pamiętał kroki i rozpoznawał dotyk dłoni chwytających klamki. Ale nie ma. Ma za to mury, które przez kilkadziesiąt lat nasiąkały parą z gotowanych kartofli, dymem z pieca, oddechami śpiących ludzi, kwaśnym potem i słodkawym zapachem świątecznych ciast. To wszystko siedzi teraz w ścianach jak patolokator nie płacący czynszu. Nie eksmitujesz. Możesz co najwyżej zamalować na biało i udawać, że nie przełazi.












